5654 – niedziela

Opublikowano 10 listopada 2016 Autor:

– Poproszę do Hotelu Artur- poprosiła dziewczyna z walizką, odebrana z dworca kolejowego.

– Hotel Artur? Zaraz, zaraz. Kojarzę, tylko muszę sobie przypomnieć. Tych hoteli jest setki w Krakowie i wyleciało mi z głowy :)

– Na ulicy Aleksandry- pomogła mi, sprawdzając adres w telefonie.

– Faktycznie :) To już wiem. Na długo pani do nas przyjechała?

– Na kilka dni. Na szkolenie.

– Szkolenie, szkoleniem, ale jak na kilka dni, to zdąży się pani i trochę pobawić :)

– Gdzie tam, proszę pana :)

– Kraków słynie z tego, że jest największą imprezownią w Polsce. Grzech byłoby z tego nie skorzystać :)

– E, za stara już jestem na to.

– Co też pani wygaduje? Ja tu nawet trzydziestki nie widzę :) A z daleka pani przyjechała?

– Spod Bydgoszczy.

– To faktycznie kawałek.

– Ale teraz to szybciutko. A pozmieniała się ta kolej. Dawno nie jechałam pociągiem.

– To tak, jak ja :)

– Ale teraz te pociągi nie do poznania.

– Wiadomo, że nie do Poznania, tylko do Krakowa :)

– Chodzi mi o to, że takie czyściutkie, nowoczesne. Jak do Berlina. I drogi macie tu na południu dobre.

– Tu dobre drogi?!

– O wiele lepsze niż u nas :)

– Tak sobie myślę nad tym, co pani mówi i widzi pani, takie psy wieszali na tym Nowaku, w jakiś zegarek go wkręcali. A on nam tak zreformował kolej i pobudował takie drogi. Ludzie, to naprawdę potrafią być podli. Pojechał teraz chłopina na Ukrainę, tam drogi budować. Słuchałem z nim wywiadu w radiu. Wie pani, ile tam pensji dostaje?

– Nie.

– 1600 zł na nasze.

– Nie pieniądze.

– No właśnie. I gdzie te oskarżenia o przyjmowanie korzyści osobistych? Ale, jak mówił, dla niego, jak dla każdego mężczyzny, ważne są nie tylko pieniądze, ale także dobre imię i że przyjął tą posadę na Ukrainie, żeby udowodnić, że nawet w tamtych warunkach i przy tamtych nikłych środkach, wybuduje im drogi. A my teraz u nas, to  będziemy tylko pomniki stawiali i kapliczki wyświęcali.

5653 – sobota

Opublikowano 8 listopada 2016 Autor:

– To ty jedź pierwsza- padło z grupy dziewczyn, które nad ranem stały pod klubem go-go.

Jedna z nich wsiadła mi do samochodu, podała adres i ruszyliśmy.

– Jak najszybciej do domu. Najlepiej od razu do dużego pokoju :) – dodała po chwili.

– Zmęczona?

– Oj, żeby pan wiedział.

– Nogi bolą po całej nocy tańczenia?

– Bolą, bolą. Ale to dobrze. Przynajmniej miałyśmy dzisiaj ruch.

– Był ruch? Właśnie widziałem, że bardzo dużo ludzi było dzisiaj w nocy na mieście. Nie wiem, co to się stało, ale wyległy ich tłumy.

– Nawet Norwegowie się pojawili, choć dawno ich już nie było. Chyba im jakieś nowe, tanie linie lotnicze uruchomili :)

– Słyszałem, że Norwegowie, to jedni z najlepszych klientów. Podobno są hojni. A którzy są najgorsi? Angole?

– Angole są krzykliwi, niewychowani. Ale też do nas, to przylatuje ich gorszy sort.

– Gorszy sort, to brzmi dziś dość dwuznacznie. Powiedzmy, żeby nie było wątpliwości, że do nas przylatuje angielska dobra zmiana :) A miałyście dzisiaj jakąś zabawną sytuację?

– No pewnie. Na przykład pracuje u nas pani, która jest śpiewaczką operową.

– Tak? Macie w pracy u was śpiewaczkę operową? To, co to, tak słabo w operze płacą?

– Nie wiem. Może po prostu chciała w swoim życiu przeżyć coś ekscytującego i dlatego zdecydowała się na striptizy na rurce? W każdym bądź razie, miała dzisiaj klienta, który nie chciał, żeby się rozbierała, tylko, żeby mu zaśpiewała Ave Maria :)

– I zaśpiewała?

– Zaśpiewała 🙂 I to pięknie. Jakiż ona ma głos. Aż miło było słuchać. Zresztą ja lubię operę. A tak w ogóle, to kiedyś nam opowiadała, że prosto z pracy poszła na koncert operowy. Z pośpiechu i roztargnienia, zapomniała zmienić butów i wystąpiła w butach od striptizu :) Podobno wszyscy się patrzyli na te jej buty :)

– No wiem, takie przeźroczyste, na wysokiej szpilce i wysokim koturnie :) I co tam jeszcze dzisiaj było wesołego?

– Co? Miałam, na przykład, klienta, który spłukał się u nas dokumentnie i na końcu zapytał mnie, czy nie zgodziłabym się na indywidualny taniec za 4 zł i dwie prezerwatywy, bo tylko tyle mu zostało? :)

– I co? :)

– Powiedziałam mu, że jakbym cię misiu nie lubiła, to jednak nie :)

– Oj macie wy, macie z tymi facetami :)

– A śmieszni są :)

– A są jakieś takie sposoby, macie jakieś takie metody, żeby ich zachęcić do wydawania pieniędzy? Na pewno macie.

– Oczywiście, że mamy.

– A jakie?

– To zależy.

– Od czego?

– Jak trafi się jakiś starszy pan, taki w średnim wieku, to bierze się go na litość. Że muszę tu pracować, żeby zarobić na opłacenie studiów :) A jak jest jakiś młody wariat, to, że pokażę mu takie rzeczy, że zwariuje :) Albo często mamy wieczory kawalerskie. I wtedy panu młodemu mówi się,że jak zobaczy, co potrafi dziewczyna, to jeszcze się rozmyśli odnośnie ślubu. Oczywiście koledzy go zachęcają wtedy: „Idź! Idź! My ci postawimy” :) Ale tak naprawdę, to najlepiej zarabiają te najgłupsze. Nawet tak ostatnio rozmawiałyśmy z dziewczynami, że chyba musimy zgłupieć :)

– Naprawdę? Dlaczego tak się dzieje?

– Nie wiem. Może dlatego, że one są naturalne i nie muszą grać? Albo dlatego, że mężczyźni lubią imponować kobietom i przy zbyt inteligentnych nie czują się najlepiej?

5652 – sobota

Opublikowano 8 listopada 2016 Autor:

– Co to się dzisiaj dzieje w tych Fortach Kleparz?- zapytałem kolejną osobę, którą stamtąd odbierałem.

– Mieliśmy dzisiaj kongres studentów stomatologii, a po nim zabawę w tych fortach- odpowiedziała dziewczyna.

– Pytam, bo już któryś kolejny kurs robię i rozwożę stąd osoby na pobliskie osiedla.

– Ponieważ właśnie się teraz już to kończy i wszyscy powoli wychodzą.

– Widziałem. Ale też zwróciłem uwagę, że to taka wybierana młodzież. Dziewczyny wysokie, zgrabniutkie. Chłopcy przystojni, inteligentne twarze. Aż miło patrzeć. I pełen bon ton. Jak to kontrastuje z tymi, którzy napływają co weekend do Krakowa, żeby tu zalać się i zrobić jakiś dym. Co tu zrobić, jaki program plus wprowadzić, żeby właśnie takie dzieci nam się rodziły i z takich domów?

5651 – sobota

Opublikowano 8 listopada 2016 Autor:

Dwie zataczające się trzydziestolatki, odprowadzane do taksówki przez jakiegoś mężczyznę, wsiadły mi późnym wieczorem na Placu Nowym, na Kazimierzu.

– Gdzie on jest?- zapytała jedna z nich.

– Nie wiem. Poszedł sobie- odpowiedziała jej ta druga.

– Uciekł?

– Na to wychodzi.

– Proszę pana, pojedziemy na Rynek. Może tam są jacyś prawdziwi mężczyźni?

– Dobrze. To odbijamy i jedziemy na Rynek.

– Co się, proszę pana, teraz dzieje z tymi mężczyznami.

– A co się dzieje?

– Sami tchórze :)

– E, chyba nie :)

– Mówimy panu, że sami tchórze. Boją się kobiet :) Wcześniej uciekł nam jeden, a teraz drugi. Widział pan? Może my jesteśmy zbyt temperamentne i oni tego się boją? Przecież nie zrobiłybyśmy im krzywdy :) Nawet powiem panu, że jak już tak bardzo są nieśmiali, to my byśmy wszystko za nich załatwiły. Nawet w łóżku nie musieliby się ruszać, byleby byli :) A pan, to z tych tchórzliwych mężczyzn, którzy uciekają przed kobietami, czy z normalnych? :)

5650 – piątek

Opublikowano 8 listopada 2016 Autor:

– Udało się uciec :) – takim stwierdzeniem powitał mnie chłopak wracający z Kazimierza.

– Przed kim pan uciekał? :)

– Z firmówki. Udało mi się opić szefa i wyjść niepostrzeżonym, tak po angielsku :) Jak pan widzi, ja jeszcze młody jestem, a u nas średnia wieku, to zaczyna się od czterdziestki.

– To, co to za branża?

– Hutnictwo.

– No tak. Tam jest wymagane spore doświadczenie. Z piecami nie ma żartów.

– Ja właściwie nie robię przy piecach. Ja zajmuję się nierdzewką, a tej u nas nikt nie produkuje.

– Nie produkujemy blachy nierdzewnej?

– Może jakieś małe detale. Ale na dużą skalę już nie. Huta, która ją robiła, w Dąbrowie Górniczej, zaprzestała jej produkcji.

– Dlaczego?

– Nie chciało im się :)

– Musi być jakiś inny powód.

– Na przykład teraz prowadziłem zakup takiej blachy z Chin. Normalnie mogę uzyskać 30% marży. A na tej z Chin, 120 % :)

– No, czyli kwestia ceny. Czyli kwestia kosztów produkcji :)

– To tak samo jest z węglem. Ja w ogóle pochodzę z Jastrzębia. To tam u nas tak jest, że moi koledzy, którzy poszli na kopalnię, to od ręki dostają 4,5 tysiąca. I w wieku czterdziestu lat idą na emeryturę i żyją sobie na całego.

– O węglu, to nawet mi pan niech nie mówi. Jak słyszę tą córkę górnika, jak mówi, że teraz będziemy stawiać na węgiel i energetykę z węgla, to szlag mnie trafia. Co ta kobieta wygaduje? Cały świat przechodzi na czyste wytwarzanie energii, a ta zerwała się z węglem. Jeszcze brakuje, żeby w wielkim narodowym planie Morawieckiego uwzględniono z hukiem otwarcie wielkiej narodowej fabryki maszyn parowych na węgiel :) Wie pan, ile w tym roku przyniosła strat grupa górnicza? Już ponad miliard. A dotacje z państwa opiewają na siedem miliardów. Jest w tym jakiś sens? To równie dobrze można by, w tym tempie, palić w elektrowniach pieniędzmi, a nie węglem. Na jedno wychodzi :)

– Mnie nie musi pan przekonywać. Wie pan, ile wynosi wydajność energetyczna z węgla? 27 %. To jest najniższa wydajność ze wszystkich źródeł energii. Tylko znowu, tam, skąd ja pochodzę, to prawie każdy pracuje w kopalni. Jakieś 27 tysięcy zatrudnionych. Co oni zrobią, jakby zamknęli kopalnie?

– Przekwalifikują się? Zmienią branżę? Pójdą do innej pracy?

– Niby jest obok nas specjalna strefa ekonomiczna, ale tam nie płacą tak dobrze jak w kopalniach.

– Przepraszam cię bardzo, ale co mnie to obchodzi? Przez to, że 27 tysiącom nie chce się zmienić zawodu, albo chcą dużo zarabiać i przechodzić na emerytury w wieku czterdziestu lat, to wszyscy z tego powodu mamy cierpieć? A niby z jakiego powodu? A kim oni są?

– To niech pan spróbuje zamykać kopalnie.

– A pozamykałbym.

– Zaraz górnicy wyszliby na ulice i zrobili taką rozpierdówę, że zobaczyłby pan.

– I co? I to ma być argument, szantażowanie rozpierdówą? Przecież to normalni terroryści są. A wysłałbym policję. A jak policji mało, to wojsko. Nie może być tak, że wszyscy w całej Polsce płacimy wysokie rachunki za prąd i ogrzewanie, zdychamy w smogu w Krakowie i innych miastach, tylko dlatego, że pewnej grupie panów chce się dużo zarabiać i mieć szczególne przywileje. Nie zrozum mnie źle. Nie neguję, że ich praca jest ciężka, czy, że jest niebezpieczna. Tylko, po co? Po co w ogóle oni do tej pracy chodzą? Wiesz, że prąd mamy droższy niż w Szwecji? Jak nasz przemysł ma konkurować przy tak wysokich cenach prądu? I to jeszcze jak trującego prądu przy jego wytwarzaniu. Słyszałeś, że w tym roku w Portugalii odnotowano już cztery dni, w których cały kraj był zasilany tylko z odnawialnych, czystych źródeł energii? To samo w NiemczechA my dalej tylko wyngiel i wyngiel. Dokąd tak ma być? Ten wyngiel, to trzeba tak wysoko opodatkować, żeby nie opłacało się ani jego wydobycie, ani jego używanie. A postawić na czystą, ekologiczną energię z elektrowni wodnych, wiatrowych, czy baterii słonecznych. Na dachu każdego domu powinny być baterie solarne i to powinno być zwolnione z jakiegokolwiek podatku. Ale ci będą ograniczać rozwój energetyki wiatrowej, a dotować kopalnie. Jasne. Wytnijmy puszczę, sprzedajmy żubry, zabetonujmy Wisłę, na resztę zwierzyny zorganizujmy polowania w lasach i na każdym osiedlu postawmy kotłownię węglową. A na końcu weźmy wielką bryłę węgla i p…erdolnijmy się nią w łeb, bo w takim zdegradowanym środowisku, to nie będzie się już nikomu chciało żyć.18 Komentarze

5649 – piątek

Opublikowano 8 listopada 2016 Autor:

– Ja bym pana bardzo poprosiła na ulicę Św. Jana- taką dyspozycję dostałem od dziewczyny tego wieczoru.

– Pod jaki numer?- zapytałem.

– Nie wiem. Gdzieś na końcu, bliżej Rynku. Jakiś lokal tam ma być.

– Fenix?

– A tak, Fenix :)

– I co w tym Fenixie dzisiaj?

– A proszę pana. Mamy się tam spotkać w naszej grupie. Po raz pierwszy wszyscy tak, żeby zobaczyć się jak wyglądamy normalnie, z makijażami :) To jest grupa z którą biegam. A wie pan, jak to jest podczas biegów? Twarze zmęczone od wysiłku.

– Rozumiem. Czyli pani biega?

– W różnych maratonach. Ale głównie w górskich.

– Górskich? To chyba trudne, prawda?

– Wszystkim się tak wydaje. A po górach łatwiej się biega, niż w takim biegu po płaskim chodniku. Pod górę i tak się wchodzi, a z górki się zbiega :)

– Długie są takie maratony?

– Zależy. Tych, których ja znam, to biegają na 120 kilometrów. Ale są i tacy, co biegają na 150 kilometrów. A rekordzista przebiegł nawet 250 kilometrów.

– Ile?! To ile on biegł? Tydzień? :) Ja najdłuższy kawałek za jednym razem, to przeszedłem z Kielc do Jędrzejowa. 40 kilometrów. Ale szedłem cały dzień i na piechotę, nie biegiem. 150 kilometrów, to przecież będzie dalej, niż stąd do Kielc, czy do Zakopanego.

– To tyle, ile jest do Rzeszowa. Wiem, bo to moja stała trasa samochodem, bo ja jestem z Bieszczad. Ja też nie biegam na takie długie dystanse. Mój rekord, to jest 40 kilometrów. Zresztą ja od niedawna biegam. Pamiętam, jak pierwszy raz pobiegłam w takim maratonie górskim. Zresztą właśnie w Bieszczadach. Wtedy miałam maksymalnie przebiegnięte 27 kilometrów, a ten bieg był na 40. Straszono mnie, że w pewnym momencie nadzieję się na ścianę.

– To znaczy?

– Takie strome podejście, że prawie jak pionowa ściana. Zresztą wszyscy wchodzili tam na czworaka :)

– I przebiegłaś cały ten maraton?

– W połowie dołączyłam do bardziej doświadczonej grupy dziewczyn, które biegły jednym rytmem i jakoś mi się udało razem z nimi :)

– Gratulacje.

– A mówię panu, jak fajnie się biegło po tych górach. Wszędzie mieliśmy doping. Ludzie stali i nam klaskali. Nawet byli tacy, co nam dopingowali na bębnach. A na jednej górze stała orkiestra i grała na skrzypcach. Wyobraża pan sobie, jaki to był za klimat? :)

5648 – piątek

Opublikowano 7 listopada 2016 Autor:

– Ale u pana w samochodzie cieplutko. Jak się cieszę, że pan przyjechał. Wymarzłam się tu tak przez cały dzień, że nawet nogi w butach mi zmarzły. Chyba cały czas mieli włączoną klimatyzację 🙂 – oznajmiła kobieta, którą odebrałem wieczorem spod Centrum Kongresowego.

– A co to się dzisiaj w tym Centrum Kongresowym działo?- zapytałem.

– Mieliśmy wykłady z mojej zawodowej dziedziny.

– Czyli?

– Wykłady dla lekarzy rodzinnych.

– Rozumiem. Dziś trzeba się całe życie dokształcać.

– To prawda. Postęp w dziedzinie medycyny jest wręcz oszałamiający.

– A mimo tego, nie wszystko potrafimy zdiagnozować i na czas wyleczyć. Człowiek jest zbyt skomplikowaną istotą, żeby można było tak ująć go w jakiś wzór, coś dodać, coś odjąć i wskazać wynik.

– Żeby wszyscy to tak rozumieli. Ludziom wydaje się, że my znamy odpowiedzi na wszystkie pytania i mamy gotową receptę na wszystko. A tu nadal bardzo wiele zależy od intuicji i przypadku. Pamiętam taki przypadek z początku mojej kariery zawodowej, kiedy to wyjechaliśmy na wezwanie za miasto. Mężczyzna rzeczywiście niewyraźnie wyglądał. A ta jego baba zaczęła się na niego wydzierać, że to przez to, że najadł się wieczorem twarogu z cebulą :)

– Baby ze wsi takie są :)

– Wtedy zadecydowałam, żebyśmy zabrali go ze sobą na badania do szpitala. Żal mi się po prostu chłopiny zrobiło, zwłaszcza, że ona protestowała, że on musi zostać, bo jutro ma coś tam do roboty. I co się okazało? Miał wczesny zawał. Nie mieliśmy wtedy przy sobie żadnej aparatury. Nie mogliśmy mu nawet EKG zrobić. Gdybyśmy go wtedy nie zabrali do szpitala, to ta jędza wygoniłaby go nad ranem do roboty i wykończyła. Ale mnie coś nie pasowało. Nie spodobało mi się, że on się tak bardzo pocił. Intuicja, przypadek, trudno powiedzieć, co wtedy zadecydowało? W każdym bądź razie, mężczyzna dzięki temu przeżył i żyje do dziś, gdyż przesyła mi co roku życzenia na święta :)

 

1 Komentarz

5647 – środa

Rozmowa z Holendrem, który bywa w Polsce od jedenastu lat, zaczęła się dość typowo, czyli o pogodzie. Następnie przeszliśmy do zmian klimatycznych, oraz różnorakich skutków, które mogą one nieść w przyszłości, nie pomijając także i tych związanych z migracjami ludności między kontynentami. Tu wynikło pewne językowe niezrozumienie, gdyż moją uwagę, że Holandia, ze względu na swoje położenie na dużym obszarze poniżej poziomu morza, jest szczególnie zagrożona, on zrozumiał, że jest zagrożona napływem uchodźców.

I tak przeszliśmy do tego drażliwego tematu.

Holender, chcąc być grzeczny wobec gospodarzy kraju w którym przebywał, powiedział, że o ile na zachodzie króluje pogląd, że jesteśmy egoistyczni, ksenofobiczni i zapomnieliśmy czasy, kiedy nam udzielano pomocy, to on trochę rozumie, że wynika to z socjalizmu, który my przeszliśmy, a oni nie mieli. Zaprotestowałem przeciwko temu, godząc się jedynie o tyle, że socjalizm, jeżeli wpłynął na naszą postawę, to jedynie poprzez to, że w jego okresie byliśmy w dużym stopniu izolowani od świata. Przypomniałem mu natomiast, że nie zawsze byliśmy tacy zaściankowi i powołałem się na długą naszą tradycję tolerancji i wielokulturowości, oraz na takie nazwiska jak Piłsudski, czy bliżej naszych czasów, Giedroycia. Wyjaśniłem mu także, że Polacy prawie zawsze składali się jakby z dwóch narodów, dwóch plemion i to, co się obecnie dzieje w moim kraju, a czym był przerażony, jak chyba każdy światły człowiek, nie jest historią mojego plemienia i że jeszcze wrócimy do grona narodów europejskich.

Stwierdzając, że u nich nie ma takiego podziału i mimo wielokulturowości są bardziej homogeniczni jako naród niż my, Holender powiedział, że zauważył, że dla Polaków słowo wolność znaczy suwerenność, a na zachodzie bardziej oznacza wolności obywatelskie i obyczajowe. Stąd był już prosty wniosek, że z tak rozumianej wolności, wynika łatwość porzucenia wolności obywatelskich na rzecz enigmatycznego pojęcia suwerenności, pojmowanego w kategoriach dziewiętnastowiecznych.

Inną uwagą obcokrajowca, a zaznaczyć trzeba, że cenię sobie takie obserwacje z zewnątrz, gdyż rzucają one inne światło na omawiane zagadnienia, była uwaga, że mamy bardzo zewnętrzny sposób wyrażania patriotyzmu, bardziej skupiający się na symbolach, niż na zasadniczych sprawach, oraz, że jest to charakterystyczne dla narodów, które nie czują się pewne swojej tożsamości, czy państwowości, czyli niedojrzałych. Tu znów musiałem się powołać na całą wielowiekową historię mojego plemienia i dorobek ostatnich dwudziestu pięciu lat, który dzięki naszej pracy wyniósł pozycję Polski do poziomu prawie jak za czasów Jagiellonów, który tenże dorobek to drugie plemię próbuje obecnie zniszczyć. „Miło wiedzieć, że są jeszcze w Polsce zdroworozsądkowo myślący ludzie, bo już myślałem, że wszystkich was ogarnął jakiś amok samozatracenia”- powiedział na to Holender. „Ależ jest nas bardzo dużo, tylko jesteśmy obecnie w swoistym szoku, spowodowanym bezwzględnością i agresywnością tej mniejszości, której udało się przejąć kraj. To jest jak rewolucja bolszewicka, kiedy przychodzą ci ograbić i podpalić dom, a na ustach mają fałszywe hasła sprawiedliwości społecznej. Ale my już to przerabialiśmy w naszej historii i umieliśmy się z tego wyzwolić”- odpowiedziałem.

5646 – środa

– Wie pan, skąd ja jestem?- zapytał masywny trzydziestolatek, od którego czuć było alkohol wydzielany każdą szczeliną potną skóry.

– Nie mam pojęcia.

– Stamtąd, gdzie asfalt na noc zwijają :)

– To znaczy?

– Z Wąchocka :)

To teraz rozumiem, skąd to odwołanie do kawałów :) A gdzie będziemy jechać?

– Czekaj pan. Zaraz do tego dojdziemy. A pan się coś tu orientuje na mieście?

– Trochę.

– I mógłby pan podpowiedzieć, gdzie coś załatwić?

– O jakieś kluby z dziewczynami chodzi?

– Dziewczyny, to może już nie. Raczej mi chodziło o to- wykonał gest przykładania dłoni do jednej z dziurek nosa.

– Nie.

– Dobrze. Nie pytałem. Nie ma sprawy.

– To, gdzie będziemy jechali?

– Czekaj. Wiesz, co pamiętam z ostatnich dwóch i pół dnia?

– No?- trochę mnie zaczynała już ta rozmowa nużyć.

– Godzinę wyjścia :) I jeszcze dwa razy miałem przebłysk świadomości. Raz, jak się ocknąłem, to widziałem, że strażak miejski próbował podnieść mnie z ziemi. Ale gdzie on taki malutki, a ja sto trzydzieści kilo i flak. Zawołał drugiego i też we dwóch nie dali rady mnie podnieść :) Dalej film mi się urwał, ale chyba odpuścili sobie, bo nigdzie nie wylądowałem :) Drugi przebłysk miałem, kiedy się ocknąłem ponownie, a tu słyszę, idzie para chodnikiem i rozmawiają po hiszpańsku. Aż się wystraszyłem, gdzie mnie zagnało. A ja żadnych pesos nie mam :) Gdzie iść? W którą stronę? Pamiętam tylko kawałem ulicy przy której był hotel i kawałem nazwy hotelu.

– A co to za hotel?

– Przy jakiejś ulicy na Mirek, czy jakoś tak?

– A to wiem. Pewnie chodzi o Montwiłła-Mireckiego. Jest tam w okolicy jeden hotel.

– To strzelamy z bata kierowniku i jedziemy. Co tak będziemy tu kolejną noc stali? :)

5645 – wtorek

– Na K… Wie pan, gdzie?- zapytał pijany gej, który przemieszczał się z jednego klubu gejowskiego do drugiego.

– Wiem.

– Bywa tam pan?

– Nie.

– Niech pan żałuje. A co to za samochodzik?

– Srebrny :)

– Piękny samochodzik.

– Stary już.

– Nie, piękny. A wszystkie części oryginalne?

– To znaczy? Oczywiście. A jakie mają być? :)

– Piękne części. A pan, to tak w ogóle.

– Co?

– No, taka kurteczka ze skóry. Mogę dotknąć? Milutka skórka. I ruszył pan tak od razu.

– To znaczy jak?

– No, tak energicznie. Ale, jak taki piękny samochodzik i taka milutka skórka, to jaki miałby być inny kierowca? Podoba mi się ten samochodzik. Mógłbym częściej nim jeździć.

Nie wiem, czy tak wyglądają gejowskie zaloty, ale takie odniosłem wrażenie :)

5644 – wtorek

– Długo pan będzie dzisiaj jeździł?

– Do rana.

– I zawsze tak na noce?- standardowo, rozpoczynając rozmowę, dopytywał się chłopak jadący na miasto.

– Zawsze.

– Chce się panu tak?

– Wolę, niż na dzień.

– Ja też tak po nocach pracowałem, aż wylądowałem w szpitalu. Tylko, że ja nie umiałem w dzień spać

– A gdzie pan pracował?

– W IKEI, na magazynie. I tak trzynastej nocy byłem już tak nieprzytomny, że opuściłem paletę na nogę i zmiażdżyło mi palce.

– Cholera!

– Pogotowie mnie zabrało i wylądowałem w szpitalu. Tam mi lekarz powiedział, że muszę iść prywatnie, bo on mi tak zrobi, że lepiej żeby nie robił :) Umówiłem się prywatnie. Podobno jeden z trzech najlepszych w Polsce ośrodków. Podobno rekonstrukcję stopy miała robić najlepsza w Polsce specjalistka. A skończyło się tak, że przyszedł, ale chirurg dziecięcy i uciął mi palec. 5500 zł. Rozumie pan? 5500 zł za ucięcia palca. Powiedziałem im, że za ucięcie palca, to teraz niech mi oddają te pieniądze. Miała być rekonstrukcja stopy, a nie amputacja. Jeszcze mi nie poprzypalał nerwów i wywiązał się rak. Na szczęście niezłośliwy. Ale teraz muszę szukać kogoś, kto mi te nerwy przypali, bo boli tak, że z trudem chodzę. I to też muszę szukać kogoś dobrego, kto nie spartoli, bo jak spartoli, to rak niezłośliwy zamieni się w złośliwą postać.

Reklamy